wtorek, 9 kwietnia 2013

82

Forum
Temat: borderline

Tylko od was zależy, jak to będzie wyglądać.
Ja tam nie narzekam. Nie wpierdoliłam się w nic, chyba, że w nikotynę ;)
Jasne, lubię zrobić sobie małą autodestrukcję... tym bardziej, że chad mi wiernie pomaga wpychając mnie raz w manię, raz w depresję. Borderline dodatkowo stoi nade mną i wrzeszczy: mocniej, szybciej, głośniej, więcej...

To nie prawda, że terapia nie działa. Działa, zwłaszcza behawioralno-poznawcza. Ja sama na niej jestem ponad półtorej roku i wiele osiągnęłam. Zrozumiałam pewne mechanizmy i moje własne schematy. Wiem co i skąd się bierze. Dzięki tej wiedzy mam większą samoświadomość. Co mi to daje? Oprócz tego, że świadomie mogę wpierdolić się w gówno (a nie jak wcześniej biec po krawędzi nie widząc przepaści), mogę sama wybierać.

Co do leków, to czasami działają, ale one nie załatwią sprawy do końca. Możemy wpierdalać stabilizatory, antydepresanty i neuroleptyki... ale one nam w głowie nie postawią znaku STOP, gdy zaczynamy się nakręcać. A to słowo magiczne. Bo nasze zaburzenie właśnie na nakręcaniu się polega.
Nakręcamy się na cierpienie - płaczemy, wyjemy wręcz, bo tak nam źle, cierpimy i tniemy się, bierzemy na siebie całe zło, tłuczemy się po pustych przestworzach i jesteśmy najbardziej samotni na świecie, wielce opuszczeni i odrzuceni przez wszystkich - STOP - nakręciliśmy się, bo co? ktoś się nie odezwał? bo poczuliśmy nudę, nagle zostaliśmy sami ze sobą i zrobiło się smutno?
nakręcamy się na miłość - to ten jedyny, wspaniały, cudowny, wybawi nas, na zawsze zostaniemy razem, ułożymy sobie świat wg naszych własnych zasad, teraz już nic się nie liczy, i chociaż tak bardzo się boimy, przecież coś może pierdolnąć, to tak bardzo chcemy, proszę weź mnie za rękę, tylko nie mów mi, tego czego nie chcę usłyszeć, w końcu będziemy szczęśliwi - a jak nie to złamią się nasze serduszka, wszystko pokryje się krwawą rdzą i już na pewno ze sobą skończę - ofc musiało być patetycznie; ale czy to nie tak wygląda?

I najlepsze, coś do czego nawiązujemy najczęściej, lubując się w tym najrozkoszniej: samobójstwo. Ile razy odmienialiśmy to słowo... ile wizji mięliśmy. Ile marzeń sennych, ile ucieczek. Samobój jest jak eskejp w grze życia, coś nam się nie podoba, wciśniemy eskejp, coś nam nie wychodzi - mamy na to odpowiedź. Na wszystko proste rozwiązanie.
Borderline to trucizna płynąca naszymi żyłami.

sobota, 30 marca 2013

83

I dwie istoty we mnie: bardzo martwa i bardzo żywa. Bardzo martwa już niczego nie chce i niczego nie potrzebuje, przysiadła jak nietoperz i łypie okiem na przechodniów, zobojętniała, ma serce zlodowaciałe i na niczym jej nie zależy... zaś ta bardzo żywa jak ćma obija się o płomień spalając się w nim, marząc by dłoń w dłoni zatopić, drżąc na samą myśl o uczuciu, w spełnieniu którym spłonie...

I płonę tak, i gasnę
w wiecznym niezdecydowaniu

piątek, 29 marca 2013

84

Beznadziejnie. Wczoraj siedziałam na tarasie i dotarło do mnie, jak beznadziejne życie prowadzę. I zachciało mi się to skończyć. Pomyślałam sobie: teraz, już. Idą święta, cała rodzina będzie w mieście, nie będzie trzeba ich z różnych krain wywabiać, akurat na pogrzeb. Pomyślałam sobie, zapalisz, weźmiesz znieczulacze, powiesisz się, zrobisz cokolwiek, cholera wie, zakończysz to wszystko, oni się szybko pozbierają.
Lekko oszołomiona tym nagłym pomysłem zgasiłam papierosa i rozpoczęłam wewnętrzną akcję ratunkową - przekonując samą siebie, jak kiepski to pomysł i jak bardzo nie chce mi się dziś bawić w samobójstwo. Poskutkowała świadomość, że mam jeszcze dużo papierosów w torebce i chce je wszystkie wypalić O_o

* * *

Odezwała się moja stara pasja: czytanie. I tym czytaniem inspiruję się nieustannie do pisania. Ale czy kiedyś coś mi z tego wyjdzie? Zobaczymy. W każdym razie uaktywniłam marzenia. To dobrze.

sobota, 23 marca 2013

85

Właściwie,
dlaczego tak bardzo przejmować się życiem?

Takie ono cenne jest? Takie wartościowe?
Tylko datę mi podaj, czas i miejsce. Jak się zakończy ta akcja.
Wtedy będzie dla mnie cenne.

 * * *

Powoli obojętność staje się moim domem. Bezpieczne ramiona samotności. Pustka. Czasami przyjdzie wiadomość. Przedrze się wymiana myśli. Nie mam siły, by wołać w tę ciszę. Przyjdziesz? Nie przyjdziesz? Zapomniałeś...

Zawsze byłam zbyt emocjonalna. Zbyt wrażliwa. Obojętność będzie moim wytchnieniem...


* * *
Nie! Nie dam rady! Nie mogę tak dłużej! Nie chcę, nie mogę, nie potrafię!

niedziela, 17 marca 2013

86

Stolicą mojego kraju chwilowo stała się Depresja.

Wczoraj wieczorem wróciłam z Łodzi. Odbył się tam zlot, którego byłam inicjatorką. Wpadłam na szalony pomysł spotkania się z nieznaną ilością ludzi z nieznanym miejscu z nieznanymi mi ludźmi - oczywiście w stanie mani. Nie miałam pojęcia, że termin wypadnie akurat wtedy, gdy będę w objęciach depresji. Przezwyciężyłam lęki i niepokoje, wsiadłam w samochód i ruszyłam. Cztery i pół godziny drogi. Hotel robotniczy (dwa pokoje, siedem łóżek), sześć osób, które znałam wyłącznie ze świata wirtualnego, jedna osoba, którą znam od dawna, której ufam. Wszyscy czubowaci. Tylko ja na minusie, ale staram się trzymać. Wystarczy kilka incydentów, gdzie mój system obronny wyje na alarm. Jedna z uczestniczek ma agresywną górkę. Jest niebezpieczna. Gdy do repertuaru jej zachowań dołącza nóż i świadomość, że trenowała krav maga, a historia jej choroby jest dłuższa niż całej naszej siódemki razem wziętej, mimo, że jest rok młodsza ode mnie... rezygnuję. Po spacyfikowaniu jej, moje nerwy domagają się utulenia. Dostaję środki nasenne. Po dłuższym czasie w końcu zasypiam.
Rano robię wszystko by się jeszcze nie obudzić, jak co dzień od dwóch tygodni. Budzę się zbyt wcześnie i pertraktuję sama ze sobą. Niestety, na nic to. Mogę tak leżeć i nic nie robić, ale świadomość jest już włączona i chłonie każdy szmer. Każdy mięsień jest już napięty, nerwy w gotowości, myśli krążą niechciane... Wstaję i robię obchód po mieszkaniu, dostaję kawę i zapalam papierosa. Biję się z myślami - czuję, że nie zostanę dłużej w tym miejscu. Muszę uciekać.
Na szczęście spotkałam się z pełnym zrozumieniem i kilka godzin później wsiadłam do samochodu i ruszyłam w swoją stronę.

Gdy wracałam do domu, mijałam wiadukty. Jechałam autostradą, dość szybko. I dość często zastanawiałam się, co by ze mnie zostało, gdybym uderzyła w ten wiadukt. Kilka dni temu zgodziłam się sama ze sobą, że życie miałam dobre, barwne, pełne doświadczeń... i więcej już chyba nie dostanę. Zdaję sobie sprawę z tego, że przemawia przeze mnie depresja, ale co mnie jeszcze czeka? Wcześniej budowałam przyszłość na marzeniach, teraz widzę, że marzenia są jak domki z kart... mam wrażenie, że zostałam całkiem sama z tym wszystkim i choćbym bardzo chciała - złapać czyjąś rękę - ona się cofnęła - bo przecież muszę sobie radzić sama... a ja nie mogę. Jestem zmęczona tym poszukiwaniem bliskości, okazywaniem mojej słabości (tak, jestem słaba, tak, potrzebuję bliskości) i czasami chciałabym już nie istnieć, żeby już nie musieć ciągle poszukiwać i doświadczać odrzucenia.

środa, 20 lutego 2013

87

moje oczy są oczami wariata

Wiecie, dzieciaki, coś czuję, że ja po prostu lubię żyć szybko, spontanicznie i nie ma to związku z chorobą. Ja po prostu jestem uzależniona od tego, by stawiać sobie kłody pod nogi, by krzyczeć w miejscach, gdzie jest najwięcej lawin, by biegać między drzewami obciążonymi śniegiem, by przebiegać pomiędzy samochodami, by krzyczeć ile sił w płucach w bibliotekach, by śmiać się w kościołach, płakać na weselach, zamykać oczy na krawędzi...
Ja po prostu nie umiem być i nie chcę być standardowa, ja chcę spełniać się w swoim własnym wymiarze spontanicznym wariactwie. Kocham tą adrenalinę, ten zastrzyk nitro, rozszerzające się źrenice z podniecenia i strachu, ciary na plecach i drżenie rąk. Usta i myśl o ustach, namiętność. Skok, ogromny. Zanurzenie. Oddech przyspieszony, w końcu ciśnienie sięgające zenitu, tętno tak szybkie, że zbliżające się do 200, tracę przyczepność, hamulce nie działają, wytrącam się z równowagi, jadę, jadę...

I to wszystko na naturalnej substancji. Na mojej własnej krwi.
Symbol i odpowiedź.

* * *
5mg olanzapiny (neuroleptyk) (będę zmniejszać)
200mg topamax (stabilizator)
100 letrox (hormon na tarczycę)
1x w tyg terapia behawioralno-poznawcza od 1,5 roku
2x w miesiącu wizyta u psychiatry od 1,5 roku

Dokładnie rok temu byłam w szpitalu.
Ale ten czas popierdziela.

piątek, 15 lutego 2013

88

Jestem w jakimś innym świecie

i pierwszy raz

brakuje mi słów

by to opisać


***
czasami zapominam brać olanzapinę, która trzyma mój umysł w ryzach, czasami wdycham ciepły dym absurdu, czasami przyjmuję sześciokątną tabletkę zapomnienia, wyrywam się spod kontroli (by nie spierdolić), czasami zasypiam w Twoich ramionach, czasami po prostu nie być sobą, nie ogarniać, nie pamiętać, nie zapomnieć, po prostu istnieć gdzieś w zawieszeniu między ziemiami, jak na moim nadgarstku

entre dos tierras estas

czwartek, 14 lutego 2013

89

Jedenaście lat temu
nikt nie podejrzewał, że będę

jestem

odurzona.

Myśleli, że będę
matką, żoną, kochanką, pracującą kobietą, sprzątającą blat kuchenny, wstawiającą wodę na herbatę, mieszającą łyżeczką cukier, raz w jedną, raz w drugą, nienawidzę cukru w herbacie już ósmy rok z rzędu, słodzę jedynie kawę, kawa słodka jest jak słodki diabeł, niech kopie mocno ale słodko.

Odurzona.

Spałam dwadzieścia godzin, zasnęłam o drugiej w nocy wypełniając płuca dymem, zapijając wodą sześciokątnymi tabletkami z napisami, których już nie pamiętam, niebieskiego koloru. Zasnęłam, kiedy głos Magika nucił przez głośnik. Rap doskonale spełnia rolę kołysanki. Obudziłam się, gdy słońce już dawno się schowało i pierwszą myślą było, spałam kilka godzin, czy kilkanaście?

Dzisiaj są walentynki,
żałosne święto, próba wydarcia resztki romantyzmu z partnera, na wszelki wypadek, na zapas, dla tych, którzy nie umieją wykrzesać z siebie na co dzień uśmiechu, szczerości odczuć... Czy romantyzm jest szczerością uczuć? Czy dotknięcie ręki i fly heart jest elementem ekwipunku każdego z nas? Wierzę, że tak. Każdy z nas zbudowany jest z podobnej chemii, z neuronów, elektronów i innych takich, które przelatują przez nasz wszechświat organiczny.

Jeśli myślisz, że jesteś nieromantyczny, to znaczy, że na śniadanie zjadłeś jakieś gówno,
które teraz rozkładając się zalega w Twoich trzewiach, a Twoje neurony są nim tak bardzo zajęte, że w zasadzie powinieneś siedzieć w kiblu a nie z drugą osobą.

Łoł, właśnie wymyśliłam, że pary powinny nie jeść, albo jeść mało, żeby odczuwać fly heart najsilniej właśnie na głodnego!
Tak samo, jak chcesz się nagrzać - jesz mniej, by mocniej trzepało, prawda?
I wszystko inne... żeby mocniej odczuwać - minimalizujesz sobie bodźce, by silniej odczuwać te, które mają zająć Ci cały układ nerwowy...

Dziś postanowiłam spędzić dzień z ukochanymi książkami. Będę ja, cicha muzyka i pokój, w którym trzymam ponad pół tysiąca książek. Zapach, szelest kartek, kurz, słowa, zdania, akapity. Zamierzam posegregować je według działów.
Tylko książki mnie nie zranią, nie zostawią, nie opuszczą.
Tylko one mnie nie przytulą, nie dotkną, nie pokochają....

Hej, Ty tam. Nie zapomnij o mnie. 

Ślepy prowadzi ślepego ku przepaści.
Odurzony prowadzi odurzoną ku przepaści.

On mówi, chodź ze mną, wiem gdzie iść.
 Przepaść nie jest granicą.

piątek, 8 lutego 2013

90

Nie bede miala dzieci.

(za chwile zbudzi mnie szary świt)

coma w głośnikach

malowałam, ciągle maluję

hipo dalej
ale jakoś inaczej, smutniej

wyszorowałam kuchnie
przyjaciółka u mnie

mówię, mówię, rzygam słowami

dewaluacja się włączyła
border się miesza z chadem, jak farba z alkoholem, malowałam wczoraj krew z nosa po kodeinie jak farba z olejem jak kolor z płótnem
szeroka droga nie była moja

środa, 6 lutego 2013

91

a my
z wiecznego niepokoju


Oswajanie się to trudny, lecz niezwykły proces.
Magiczny.

Niecierpliwość zagoniona w pułapkę
losu
spragnionych rąk


* * *

Minął piąty tydzień hipomanii.
7,5mg olanzapina,
200mg topamax.

(nikt jeszcze nie wie, czy stare słońce zarysuje nowy dzień)

Dziś namalowałam pierwszy obraz w tym roku.
Psychodeliczny.

W ten rok weszłam krokiem euforycznym, roztańczonym, rozbujanym, w jednym ręku trzymając lufkę, w drugiej Twoją dłoń.
Spotkaliśmy się.
Gdzieś na zakręcie.

* *

Szeroka droga
nie była moja

Z pociągu, do pociągu, samochodem, piechotą
muzyką, w muzyce, rytmem, transem, dłonią
ustami, węchem, zmysłami
"wszystkie rodzaje potworów"
chodź, chodź
obejmij mnie

Nie chcę wiedzieć
co będzie dalej

*

Zrobię Ci obiad.