sobota, 15 czerwca 2013

77

Od jakiegoś czasu każdy dzień kończę w oparach dymu.
Obcy ludzie proponują mi pseudo kwasa,
inni bojąc się o swoje koty, zrywają kontakt.

Stoję na huśtawce emocji,
nie umiejąc sobie z nimi radzić zatapiam się we mgle.

Krążąc po labiryncie z M16 w ręku,
tak naprawdę zacieram granicę między tym, co chcę,
tym co potrzebuję, czego pragnę
a tym, co
nie powinnam, nie mogę, nie wolno mi.

Czasami wmawiam sobie, że wystarczyłoby po prostu nie istnieć,
a może dotknąć pulsującego serca.

Kiedy krew szybciej krąży (panika), nic już nie chcę,
sama sama sama
kiedy krew zastyga
tęsknię za obecnością Kogoś, kto chociaż trochę rozumie.
Ale czy ja w ogóle jestem w Twoim życiu ważna?

Często ogarniają mnie wątpliwości i jest mi smutno,
gdy dochodzę do wniosku,
że nie.

***
Ponad miesiąc bez leków, za to z pakietem impulsywnych poczynań. Chciałabym, ale nie mogę; mogę ale nie chcę; siedzę ale nic nie robię, robię gdy nie muszę;
(czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk)
i tak na zmianę chcę być sama i nie chcę być sama. Wieczne, kurwa, niezadowolenie.

Ja po prostu nie chcę obcych rąk.
Chcę tylko te dobrze mi znane.

wtorek, 4 czerwca 2013

78

Czasami lepiej zamknąć przeglądarkę i zacząć żyć w przestrzeni zmysłów.

Rozłożyłam farby, płócienko, pędzle.
I czekają od kilku godzin.

Dotykam bawełny rozciągniętej na blejtramie czując jej strukturę pod palcami,
oswajam się z nią i oswajam ją ze sobą
by nanieść swoje emocje delikatnymi pociągnięciami pędzla,
będzie powoli, dokładnie i czule.


* * *

Rzuciłam farmakoterapię ponad trzy tygodnie temu.

piątek, 17 maja 2013

79

Musi być lepiej, pewnie że będzie, wypatruj tego lepiej, zaraz się pojawi, jeszcze chwila!

żeby Ci się nie nudziło to wypatrywanie, tu rusz się, oczekuj w podnieceniu, w przyjemnym oczekiwaniu na to lepiej, zaraz przyjdzie, nie martw się, jeszcze chwila, a Ty w tym czasie możesz zrobić jeszcze tą małą rzecz, to drobnostka, jak przyjdzie lepiej to góry będziesz przenosić to tu teraz to kawalątek, co to dla góry, to teraz też dasz radę, z takim kawalątkiem, a w oczekiwaniu na lepsze wszystko się udaje bo będzie dobrze wszystko, więc nic nie ma prawa się spierdolić, wszystko będzie dobrze, zaufaj sobie.

wtorek, 30 kwietnia 2013

80

Zmierzam ku coraz większej destrukcji.

Przepraszam.

Chciałabym Wam coś przekazać, dać coś od siebie, wierzę, że każde słowo, każde zdanie, każda idea to kawałek mnie i zostawiłam Wam wiele z siebie.
Mój płomień dogasa.
Czuję się wypalona, przestałam się starać. Wszystko mnie przerosło.
Chciałam zdjąć kolię, ale ona wypaliła mi ciało, wrosła się tak bardzo.
Całe ciało mnie boli.
Wtargnęła, wzięła mnie sobie, pozwoliłam jej na to otumaniona, borderowa Nieobliczalna, gdy zrozumiałam co się stało, nie pomogły żadne leki.
I znalazłam się w jakimś innym, muzycznym świecie pełnym derealizacji, patrząc na Żmiję, która tłumaczyła mi, że ją przerażam, ale mogę zostać, więc czując się jak wegetarianin w rzeźni obserwowałam jak noc poddaje się w walce ze świtem, papieros za papierosem,
nie, nie dam rady, kocham Cię, nie przyjadę
a potem urywany cichy sen
i znów zburzyłeś mi misternie utkany bezpieczny obraz
już nie wolno nikomu ufać
pozostało mi zjeść obiad, wsiąść w samochód, pojechać 34', włączyć dźwięki, usiąść wygodnie, spojrzeć Żmii w oczy i powiedzieć, odpalaj.
A potem się już nigdy nie obudzić.

I wkurwia mnie tylko, że tak na prawdę będę wtedy sama. Nigdy nie chciałam się rozpadać sama. Ale jak mam zrobić reset, destroy to niech temperatura będzie minusowa.

sobota, 13 kwietnia 2013

81

Lepiej mnie zabij, wyrzuć z pamięci
lepiej odejdź, pozwól mi odejść
lepiej zapomnij, pozwól zapomnieć
lepiej daj mi następną szansę
myslovitz, aleksander

Orzechówka z mlekiem.
Huśtawka nastroju z przewagą euforii.
Dużo puszyści.

A mimo to, jest we mnie taka myśl mała. Wspomnienie zmieszane z tą myślą dające efekt skomplikowanego koktajlu o smaku cytrynowo-czekoladowego. 
Każde ze składników są mi znane i dobrze wiem, co oznaczają. Niestety, nie wiem, co z nimi zrobić. Są zbyt żywe, by móc je schować do pudła. 

Jeśli dziecko czegoś chce dotknąć, to zrobi wszystko, by to się stało. Jeśli ten konkretny listek, który zauważy jest za oknem, to będzie sięgać po niego tak długo, aż go dosięgnie. Może nawet wypadnie z okna. Nie ważne, ważne, że będzie próbowało. Jeśli się uda - będzie najszczęśliwsze na świecie. 

Czasami jestem takim dzieckiem...
I czasami bywały takie chwile, kiedy 
SMS z końca stycznia 2013 do przyjaciółki: 
"jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie!!!!!!!"

A czasami - wypada się z okna...


A później,
później dziecko trzeba poskładać.

wtorek, 9 kwietnia 2013

82

Forum
Temat: borderline

Tylko od was zależy, jak to będzie wyglądać.
Ja tam nie narzekam. Nie wpierdoliłam się w nic, chyba, że w nikotynę ;)
Jasne, lubię zrobić sobie małą autodestrukcję... tym bardziej, że chad mi wiernie pomaga wpychając mnie raz w manię, raz w depresję. Borderline dodatkowo stoi nade mną i wrzeszczy: mocniej, szybciej, głośniej, więcej...

To nie prawda, że terapia nie działa. Działa, zwłaszcza behawioralno-poznawcza. Ja sama na niej jestem ponad półtorej roku i wiele osiągnęłam. Zrozumiałam pewne mechanizmy i moje własne schematy. Wiem co i skąd się bierze. Dzięki tej wiedzy mam większą samoświadomość. Co mi to daje? Oprócz tego, że świadomie mogę wpierdolić się w gówno (a nie jak wcześniej biec po krawędzi nie widząc przepaści), mogę sama wybierać.

Co do leków, to czasami działają, ale one nie załatwią sprawy do końca. Możemy wpierdalać stabilizatory, antydepresanty i neuroleptyki... ale one nam w głowie nie postawią znaku STOP, gdy zaczynamy się nakręcać. A to słowo magiczne. Bo nasze zaburzenie właśnie na nakręcaniu się polega.
Nakręcamy się na cierpienie - płaczemy, wyjemy wręcz, bo tak nam źle, cierpimy i tniemy się, bierzemy na siebie całe zło, tłuczemy się po pustych przestworzach i jesteśmy najbardziej samotni na świecie, wielce opuszczeni i odrzuceni przez wszystkich - STOP - nakręciliśmy się, bo co? ktoś się nie odezwał? bo poczuliśmy nudę, nagle zostaliśmy sami ze sobą i zrobiło się smutno?
nakręcamy się na miłość - to ten jedyny, wspaniały, cudowny, wybawi nas, na zawsze zostaniemy razem, ułożymy sobie świat wg naszych własnych zasad, teraz już nic się nie liczy, i chociaż tak bardzo się boimy, przecież coś może pierdolnąć, to tak bardzo chcemy, proszę weź mnie za rękę, tylko nie mów mi, tego czego nie chcę usłyszeć, w końcu będziemy szczęśliwi - a jak nie to złamią się nasze serduszka, wszystko pokryje się krwawą rdzą i już na pewno ze sobą skończę - ofc musiało być patetycznie; ale czy to nie tak wygląda?

I najlepsze, coś do czego nawiązujemy najczęściej, lubując się w tym najrozkoszniej: samobójstwo. Ile razy odmienialiśmy to słowo... ile wizji mięliśmy. Ile marzeń sennych, ile ucieczek. Samobój jest jak eskejp w grze życia, coś nam się nie podoba, wciśniemy eskejp, coś nam nie wychodzi - mamy na to odpowiedź. Na wszystko proste rozwiązanie.
Borderline to trucizna płynąca naszymi żyłami.

sobota, 30 marca 2013

83

I dwie istoty we mnie: bardzo martwa i bardzo żywa. Bardzo martwa już niczego nie chce i niczego nie potrzebuje, przysiadła jak nietoperz i łypie okiem na przechodniów, zobojętniała, ma serce zlodowaciałe i na niczym jej nie zależy... zaś ta bardzo żywa jak ćma obija się o płomień spalając się w nim, marząc by dłoń w dłoni zatopić, drżąc na samą myśl o uczuciu, w spełnieniu którym spłonie...

I płonę tak, i gasnę
w wiecznym niezdecydowaniu

piątek, 29 marca 2013

84

Beznadziejnie. Wczoraj siedziałam na tarasie i dotarło do mnie, jak beznadziejne życie prowadzę. I zachciało mi się to skończyć. Pomyślałam sobie: teraz, już. Idą święta, cała rodzina będzie w mieście, nie będzie trzeba ich z różnych krain wywabiać, akurat na pogrzeb. Pomyślałam sobie, zapalisz, weźmiesz znieczulacze, powiesisz się, zrobisz cokolwiek, cholera wie, zakończysz to wszystko, oni się szybko pozbierają.
Lekko oszołomiona tym nagłym pomysłem zgasiłam papierosa i rozpoczęłam wewnętrzną akcję ratunkową - przekonując samą siebie, jak kiepski to pomysł i jak bardzo nie chce mi się dziś bawić w samobójstwo. Poskutkowała świadomość, że mam jeszcze dużo papierosów w torebce i chce je wszystkie wypalić O_o

* * *

Odezwała się moja stara pasja: czytanie. I tym czytaniem inspiruję się nieustannie do pisania. Ale czy kiedyś coś mi z tego wyjdzie? Zobaczymy. W każdym razie uaktywniłam marzenia. To dobrze.

sobota, 23 marca 2013

85

Właściwie,
dlaczego tak bardzo przejmować się życiem?

Takie ono cenne jest? Takie wartościowe?
Tylko datę mi podaj, czas i miejsce. Jak się zakończy ta akcja.
Wtedy będzie dla mnie cenne.

 * * *

Powoli obojętność staje się moim domem. Bezpieczne ramiona samotności. Pustka. Czasami przyjdzie wiadomość. Przedrze się wymiana myśli. Nie mam siły, by wołać w tę ciszę. Przyjdziesz? Nie przyjdziesz? Zapomniałeś...

Zawsze byłam zbyt emocjonalna. Zbyt wrażliwa. Obojętność będzie moim wytchnieniem...


* * *
Nie! Nie dam rady! Nie mogę tak dłużej! Nie chcę, nie mogę, nie potrafię!

niedziela, 17 marca 2013

86

Stolicą mojego kraju chwilowo stała się Depresja.

Wczoraj wieczorem wróciłam z Łodzi. Odbył się tam zlot, którego byłam inicjatorką. Wpadłam na szalony pomysł spotkania się z nieznaną ilością ludzi z nieznanym miejscu z nieznanymi mi ludźmi - oczywiście w stanie mani. Nie miałam pojęcia, że termin wypadnie akurat wtedy, gdy będę w objęciach depresji. Przezwyciężyłam lęki i niepokoje, wsiadłam w samochód i ruszyłam. Cztery i pół godziny drogi. Hotel robotniczy (dwa pokoje, siedem łóżek), sześć osób, które znałam wyłącznie ze świata wirtualnego, jedna osoba, którą znam od dawna, której ufam. Wszyscy czubowaci. Tylko ja na minusie, ale staram się trzymać. Wystarczy kilka incydentów, gdzie mój system obronny wyje na alarm. Jedna z uczestniczek ma agresywną górkę. Jest niebezpieczna. Gdy do repertuaru jej zachowań dołącza nóż i świadomość, że trenowała krav maga, a historia jej choroby jest dłuższa niż całej naszej siódemki razem wziętej, mimo, że jest rok młodsza ode mnie... rezygnuję. Po spacyfikowaniu jej, moje nerwy domagają się utulenia. Dostaję środki nasenne. Po dłuższym czasie w końcu zasypiam.
Rano robię wszystko by się jeszcze nie obudzić, jak co dzień od dwóch tygodni. Budzę się zbyt wcześnie i pertraktuję sama ze sobą. Niestety, na nic to. Mogę tak leżeć i nic nie robić, ale świadomość jest już włączona i chłonie każdy szmer. Każdy mięsień jest już napięty, nerwy w gotowości, myśli krążą niechciane... Wstaję i robię obchód po mieszkaniu, dostaję kawę i zapalam papierosa. Biję się z myślami - czuję, że nie zostanę dłużej w tym miejscu. Muszę uciekać.
Na szczęście spotkałam się z pełnym zrozumieniem i kilka godzin później wsiadłam do samochodu i ruszyłam w swoją stronę.

Gdy wracałam do domu, mijałam wiadukty. Jechałam autostradą, dość szybko. I dość często zastanawiałam się, co by ze mnie zostało, gdybym uderzyła w ten wiadukt. Kilka dni temu zgodziłam się sama ze sobą, że życie miałam dobre, barwne, pełne doświadczeń... i więcej już chyba nie dostanę. Zdaję sobie sprawę z tego, że przemawia przeze mnie depresja, ale co mnie jeszcze czeka? Wcześniej budowałam przyszłość na marzeniach, teraz widzę, że marzenia są jak domki z kart... mam wrażenie, że zostałam całkiem sama z tym wszystkim i choćbym bardzo chciała - złapać czyjąś rękę - ona się cofnęła - bo przecież muszę sobie radzić sama... a ja nie mogę. Jestem zmęczona tym poszukiwaniem bliskości, okazywaniem mojej słabości (tak, jestem słaba, tak, potrzebuję bliskości) i czasami chciałabym już nie istnieć, żeby już nie musieć ciągle poszukiwać i doświadczać odrzucenia.