wtorek, 25 czerwca 2013

76

Jest tyle rzeczy, które chciałabym napisać,
tyle emocji do opisania...

Ale postaram się zawrzeć w tej notce tylko to, czym mogę się podzielić.

W weekend w otoczeniu przyrody i dźwięków muzyki oraz dodatku magii syntetycznej poczułam się znowu szczęśliwa. Kolejny raz w tym roku. Kolejny raz z tą samą osobą.
Naładowałam się pozytywnie jak bateria słoneczna, były chwile, kiedy czułam, że promienieję tą radością.

I nastąpił też pewien przełom w moim myśleniu, w patrzeniu na świat i moje relacje z innymi ludźmi.

I postanowiłam być szczera. Szczerość kojarzy mi się z wolnością.
W zasadzie - jestem wolna.

Wyzwoliłam się z emocjonalnej klatki, w której byłam tyle lat.
Po terapii i rozmowie z mamą (to nie było łatwe), która od razu odgadła moje myśli i uczucia, pojechałam do domu i płacząc (z początku z emocji, później z radości) powiedziałam wszystko, co czuję.
Jadąc do domu w deszczu miałam wrażenie, że mam przed sobą dwie drogi: albo szczera rozmowa, albo samobójstwo, bo nie zniosłabym kolejnej depresji, a nieuchronnie do tego stanu się zbliżałam.

Wróciłam do domu i stało się.
Powiedziałam co czuję - nasze małżeństwo to już układ współlokatorski. Zgodził się ze mną. On miał kogoś, ja też nie byłam święta. Nie chcę by mnie ograniczał i ja nie chcę ograniczać jego. Jesteśmy przyjaciółmi i zamierzamy się troszczyć o siebie, ale rozminęliśmy się w potrzebach i poglądzie na życie. Każde z nas chce czegoś innego i nie potrafimy sobie tego dać. I akceptujemy to, że może być ktoś, z kim tą bliskość możemy wytworzyć. Ale oboje stwierdziliśmy, że raczej nie chcemy o tym wiedzieć, bo to każdego z nas osobista sprawa. Sądzę, że nie będziemy ingerować w swoje życie. Ja chcę by on był szczęśliwy, ale sama nie potrafię mu tego szczęścia dać i on tak samo. W zasadzie od dawna się unieszczęśliwialiśmy, pora przestać.
Dać sobie wolność.
Cudownie, cudownie, cudownie.

Poczułam się znowu spokojna, znowu "ja".

Nie sądziłam, że ta rozmowa kiedykolwiek nastąpi, a już w ogóle nie sądziłam, że będzie miała taki przebieg.



sobota, 15 czerwca 2013

77

Od jakiegoś czasu każdy dzień kończę w oparach dymu.
Obcy ludzie proponują mi pseudo kwasa,
inni bojąc się o swoje koty, zrywają kontakt.

Stoję na huśtawce emocji,
nie umiejąc sobie z nimi radzić zatapiam się we mgle.

Krążąc po labiryncie z M16 w ręku,
tak naprawdę zacieram granicę między tym, co chcę,
tym co potrzebuję, czego pragnę
a tym, co
nie powinnam, nie mogę, nie wolno mi.

Czasami wmawiam sobie, że wystarczyłoby po prostu nie istnieć,
a może dotknąć pulsującego serca.

Kiedy krew szybciej krąży (panika), nic już nie chcę,
sama sama sama
kiedy krew zastyga
tęsknię za obecnością Kogoś, kto chociaż trochę rozumie.
Ale czy ja w ogóle jestem w Twoim życiu ważna?

Często ogarniają mnie wątpliwości i jest mi smutno,
gdy dochodzę do wniosku,
że nie.

***
Ponad miesiąc bez leków, za to z pakietem impulsywnych poczynań. Chciałabym, ale nie mogę; mogę ale nie chcę; siedzę ale nic nie robię, robię gdy nie muszę;
(czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk)
i tak na zmianę chcę być sama i nie chcę być sama. Wieczne, kurwa, niezadowolenie.

Ja po prostu nie chcę obcych rąk.
Chcę tylko te dobrze mi znane.

wtorek, 4 czerwca 2013

78

Czasami lepiej zamknąć przeglądarkę i zacząć żyć w przestrzeni zmysłów.

Rozłożyłam farby, płócienko, pędzle.
I czekają od kilku godzin.

Dotykam bawełny rozciągniętej na blejtramie czując jej strukturę pod palcami,
oswajam się z nią i oswajam ją ze sobą
by nanieść swoje emocje delikatnymi pociągnięciami pędzla,
będzie powoli, dokładnie i czule.


* * *

Rzuciłam farmakoterapię ponad trzy tygodnie temu.

piątek, 17 maja 2013

79

Musi być lepiej, pewnie że będzie, wypatruj tego lepiej, zaraz się pojawi, jeszcze chwila!

żeby Ci się nie nudziło to wypatrywanie, tu rusz się, oczekuj w podnieceniu, w przyjemnym oczekiwaniu na to lepiej, zaraz przyjdzie, nie martw się, jeszcze chwila, a Ty w tym czasie możesz zrobić jeszcze tą małą rzecz, to drobnostka, jak przyjdzie lepiej to góry będziesz przenosić to tu teraz to kawalątek, co to dla góry, to teraz też dasz radę, z takim kawalątkiem, a w oczekiwaniu na lepsze wszystko się udaje bo będzie dobrze wszystko, więc nic nie ma prawa się spierdolić, wszystko będzie dobrze, zaufaj sobie.

wtorek, 30 kwietnia 2013

80

Zmierzam ku coraz większej destrukcji.

Przepraszam.

Chciałabym Wam coś przekazać, dać coś od siebie, wierzę, że każde słowo, każde zdanie, każda idea to kawałek mnie i zostawiłam Wam wiele z siebie.
Mój płomień dogasa.
Czuję się wypalona, przestałam się starać. Wszystko mnie przerosło.
Chciałam zdjąć kolię, ale ona wypaliła mi ciało, wrosła się tak bardzo.
Całe ciało mnie boli.
Wtargnęła, wzięła mnie sobie, pozwoliłam jej na to otumaniona, borderowa Nieobliczalna, gdy zrozumiałam co się stało, nie pomogły żadne leki.
I znalazłam się w jakimś innym, muzycznym świecie pełnym derealizacji, patrząc na Żmiję, która tłumaczyła mi, że ją przerażam, ale mogę zostać, więc czując się jak wegetarianin w rzeźni obserwowałam jak noc poddaje się w walce ze świtem, papieros za papierosem,
nie, nie dam rady, kocham Cię, nie przyjadę
a potem urywany cichy sen
i znów zburzyłeś mi misternie utkany bezpieczny obraz
już nie wolno nikomu ufać
pozostało mi zjeść obiad, wsiąść w samochód, pojechać 34', włączyć dźwięki, usiąść wygodnie, spojrzeć Żmii w oczy i powiedzieć, odpalaj.
A potem się już nigdy nie obudzić.

I wkurwia mnie tylko, że tak na prawdę będę wtedy sama. Nigdy nie chciałam się rozpadać sama. Ale jak mam zrobić reset, destroy to niech temperatura będzie minusowa.

sobota, 13 kwietnia 2013

81

Lepiej mnie zabij, wyrzuć z pamięci
lepiej odejdź, pozwól mi odejść
lepiej zapomnij, pozwól zapomnieć
lepiej daj mi następną szansę
myslovitz, aleksander

Orzechówka z mlekiem.
Huśtawka nastroju z przewagą euforii.
Dużo puszyści.

A mimo to, jest we mnie taka myśl mała. Wspomnienie zmieszane z tą myślą dające efekt skomplikowanego koktajlu o smaku cytrynowo-czekoladowego. 
Każde ze składników są mi znane i dobrze wiem, co oznaczają. Niestety, nie wiem, co z nimi zrobić. Są zbyt żywe, by móc je schować do pudła. 

Jeśli dziecko czegoś chce dotknąć, to zrobi wszystko, by to się stało. Jeśli ten konkretny listek, który zauważy jest za oknem, to będzie sięgać po niego tak długo, aż go dosięgnie. Może nawet wypadnie z okna. Nie ważne, ważne, że będzie próbowało. Jeśli się uda - będzie najszczęśliwsze na świecie. 

Czasami jestem takim dzieckiem...
I czasami bywały takie chwile, kiedy 
SMS z końca stycznia 2013 do przyjaciółki: 
"jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie!!!!!!!"

A czasami - wypada się z okna...


A później,
później dziecko trzeba poskładać.

wtorek, 9 kwietnia 2013

82

Forum
Temat: borderline

Tylko od was zależy, jak to będzie wyglądać.
Ja tam nie narzekam. Nie wpierdoliłam się w nic, chyba, że w nikotynę ;)
Jasne, lubię zrobić sobie małą autodestrukcję... tym bardziej, że chad mi wiernie pomaga wpychając mnie raz w manię, raz w depresję. Borderline dodatkowo stoi nade mną i wrzeszczy: mocniej, szybciej, głośniej, więcej...

To nie prawda, że terapia nie działa. Działa, zwłaszcza behawioralno-poznawcza. Ja sama na niej jestem ponad półtorej roku i wiele osiągnęłam. Zrozumiałam pewne mechanizmy i moje własne schematy. Wiem co i skąd się bierze. Dzięki tej wiedzy mam większą samoświadomość. Co mi to daje? Oprócz tego, że świadomie mogę wpierdolić się w gówno (a nie jak wcześniej biec po krawędzi nie widząc przepaści), mogę sama wybierać.

Co do leków, to czasami działają, ale one nie załatwią sprawy do końca. Możemy wpierdalać stabilizatory, antydepresanty i neuroleptyki... ale one nam w głowie nie postawią znaku STOP, gdy zaczynamy się nakręcać. A to słowo magiczne. Bo nasze zaburzenie właśnie na nakręcaniu się polega.
Nakręcamy się na cierpienie - płaczemy, wyjemy wręcz, bo tak nam źle, cierpimy i tniemy się, bierzemy na siebie całe zło, tłuczemy się po pustych przestworzach i jesteśmy najbardziej samotni na świecie, wielce opuszczeni i odrzuceni przez wszystkich - STOP - nakręciliśmy się, bo co? ktoś się nie odezwał? bo poczuliśmy nudę, nagle zostaliśmy sami ze sobą i zrobiło się smutno?
nakręcamy się na miłość - to ten jedyny, wspaniały, cudowny, wybawi nas, na zawsze zostaniemy razem, ułożymy sobie świat wg naszych własnych zasad, teraz już nic się nie liczy, i chociaż tak bardzo się boimy, przecież coś może pierdolnąć, to tak bardzo chcemy, proszę weź mnie za rękę, tylko nie mów mi, tego czego nie chcę usłyszeć, w końcu będziemy szczęśliwi - a jak nie to złamią się nasze serduszka, wszystko pokryje się krwawą rdzą i już na pewno ze sobą skończę - ofc musiało być patetycznie; ale czy to nie tak wygląda?

I najlepsze, coś do czego nawiązujemy najczęściej, lubując się w tym najrozkoszniej: samobójstwo. Ile razy odmienialiśmy to słowo... ile wizji mięliśmy. Ile marzeń sennych, ile ucieczek. Samobój jest jak eskejp w grze życia, coś nam się nie podoba, wciśniemy eskejp, coś nam nie wychodzi - mamy na to odpowiedź. Na wszystko proste rozwiązanie.
Borderline to trucizna płynąca naszymi żyłami.

sobota, 30 marca 2013

83

I dwie istoty we mnie: bardzo martwa i bardzo żywa. Bardzo martwa już niczego nie chce i niczego nie potrzebuje, przysiadła jak nietoperz i łypie okiem na przechodniów, zobojętniała, ma serce zlodowaciałe i na niczym jej nie zależy... zaś ta bardzo żywa jak ćma obija się o płomień spalając się w nim, marząc by dłoń w dłoni zatopić, drżąc na samą myśl o uczuciu, w spełnieniu którym spłonie...

I płonę tak, i gasnę
w wiecznym niezdecydowaniu

piątek, 29 marca 2013

84

Beznadziejnie. Wczoraj siedziałam na tarasie i dotarło do mnie, jak beznadziejne życie prowadzę. I zachciało mi się to skończyć. Pomyślałam sobie: teraz, już. Idą święta, cała rodzina będzie w mieście, nie będzie trzeba ich z różnych krain wywabiać, akurat na pogrzeb. Pomyślałam sobie, zapalisz, weźmiesz znieczulacze, powiesisz się, zrobisz cokolwiek, cholera wie, zakończysz to wszystko, oni się szybko pozbierają.
Lekko oszołomiona tym nagłym pomysłem zgasiłam papierosa i rozpoczęłam wewnętrzną akcję ratunkową - przekonując samą siebie, jak kiepski to pomysł i jak bardzo nie chce mi się dziś bawić w samobójstwo. Poskutkowała świadomość, że mam jeszcze dużo papierosów w torebce i chce je wszystkie wypalić O_o

* * *

Odezwała się moja stara pasja: czytanie. I tym czytaniem inspiruję się nieustannie do pisania. Ale czy kiedyś coś mi z tego wyjdzie? Zobaczymy. W każdym razie uaktywniłam marzenia. To dobrze.

sobota, 23 marca 2013

85

Właściwie,
dlaczego tak bardzo przejmować się życiem?

Takie ono cenne jest? Takie wartościowe?
Tylko datę mi podaj, czas i miejsce. Jak się zakończy ta akcja.
Wtedy będzie dla mnie cenne.

 * * *

Powoli obojętność staje się moim domem. Bezpieczne ramiona samotności. Pustka. Czasami przyjdzie wiadomość. Przedrze się wymiana myśli. Nie mam siły, by wołać w tę ciszę. Przyjdziesz? Nie przyjdziesz? Zapomniałeś...

Zawsze byłam zbyt emocjonalna. Zbyt wrażliwa. Obojętność będzie moim wytchnieniem...


* * *
Nie! Nie dam rady! Nie mogę tak dłużej! Nie chcę, nie mogę, nie potrafię!