Beznadziejnie. Wczoraj siedziałam na tarasie i dotarło do mnie, jak beznadziejne życie prowadzę. I zachciało mi się to skończyć. Pomyślałam sobie: teraz, już. Idą święta, cała rodzina będzie w mieście, nie będzie trzeba ich z różnych krain wywabiać, akurat na pogrzeb. Pomyślałam sobie, zapalisz, weźmiesz znieczulacze, powiesisz się, zrobisz cokolwiek, cholera wie, zakończysz to wszystko, oni się szybko pozbierają.
Lekko oszołomiona tym nagłym pomysłem zgasiłam papierosa i rozpoczęłam wewnętrzną akcję ratunkową - przekonując samą siebie, jak kiepski to pomysł i jak bardzo nie chce mi się dziś bawić w samobójstwo. Poskutkowała świadomość, że mam jeszcze dużo papierosów w torebce i chce je wszystkie wypalić O_o
* * *
Odezwała się moja stara pasja: czytanie. I tym czytaniem inspiruję się nieustannie do pisania. Ale czy kiedyś coś mi z tego wyjdzie? Zobaczymy. W każdym razie uaktywniłam marzenia. To dobrze.
piątek, 29 marca 2013
sobota, 23 marca 2013
85
Właściwie,
dlaczego tak bardzo przejmować się życiem?
Takie ono cenne jest? Takie wartościowe?
Tylko datę mi podaj, czas i miejsce. Jak się zakończy ta akcja.
Wtedy będzie dla mnie cenne.
* * *
Powoli obojętność staje się moim domem. Bezpieczne ramiona samotności. Pustka. Czasami przyjdzie wiadomość. Przedrze się wymiana myśli. Nie mam siły, by wołać w tę ciszę. Przyjdziesz? Nie przyjdziesz? Zapomniałeś...
Zawsze byłam zbyt emocjonalna. Zbyt wrażliwa. Obojętność będzie moim wytchnieniem...
* * *
Nie! Nie dam rady! Nie mogę tak dłużej! Nie chcę, nie mogę, nie potrafię!
dlaczego tak bardzo przejmować się życiem?
Takie ono cenne jest? Takie wartościowe?
Tylko datę mi podaj, czas i miejsce. Jak się zakończy ta akcja.
Wtedy będzie dla mnie cenne.
* * *
Powoli obojętność staje się moim domem. Bezpieczne ramiona samotności. Pustka. Czasami przyjdzie wiadomość. Przedrze się wymiana myśli. Nie mam siły, by wołać w tę ciszę. Przyjdziesz? Nie przyjdziesz? Zapomniałeś...
Zawsze byłam zbyt emocjonalna. Zbyt wrażliwa. Obojętność będzie moim wytchnieniem...
* * *
Nie! Nie dam rady! Nie mogę tak dłużej! Nie chcę, nie mogę, nie potrafię!
niedziela, 17 marca 2013
86
Stolicą mojego kraju chwilowo stała się Depresja.
Wczoraj wieczorem wróciłam z Łodzi. Odbył się tam zlot, którego byłam inicjatorką. Wpadłam na szalony pomysł spotkania się z nieznaną ilością ludzi z nieznanym miejscu z nieznanymi mi ludźmi - oczywiście w stanie mani. Nie miałam pojęcia, że termin wypadnie akurat wtedy, gdy będę w objęciach depresji. Przezwyciężyłam lęki i niepokoje, wsiadłam w samochód i ruszyłam. Cztery i pół godziny drogi. Hotel robotniczy (dwa pokoje, siedem łóżek), sześć osób, które znałam wyłącznie ze świata wirtualnego, jedna osoba, którą znam od dawna, której ufam. Wszyscy czubowaci. Tylko ja na minusie, ale staram się trzymać. Wystarczy kilka incydentów, gdzie mój system obronny wyje na alarm. Jedna z uczestniczek ma agresywną górkę. Jest niebezpieczna. Gdy do repertuaru jej zachowań dołącza nóż i świadomość, że trenowała krav maga, a historia jej choroby jest dłuższa niż całej naszej siódemki razem wziętej, mimo, że jest rok młodsza ode mnie... rezygnuję. Po spacyfikowaniu jej, moje nerwy domagają się utulenia. Dostaję środki nasenne. Po dłuższym czasie w końcu zasypiam.
Rano robię wszystko by się jeszcze nie obudzić, jak co dzień od dwóch tygodni. Budzę się zbyt wcześnie i pertraktuję sama ze sobą. Niestety, na nic to. Mogę tak leżeć i nic nie robić, ale świadomość jest już włączona i chłonie każdy szmer. Każdy mięsień jest już napięty, nerwy w gotowości, myśli krążą niechciane... Wstaję i robię obchód po mieszkaniu, dostaję kawę i zapalam papierosa. Biję się z myślami - czuję, że nie zostanę dłużej w tym miejscu. Muszę uciekać.
Na szczęście spotkałam się z pełnym zrozumieniem i kilka godzin później wsiadłam do samochodu i ruszyłam w swoją stronę.
Gdy wracałam do domu, mijałam wiadukty. Jechałam autostradą, dość szybko. I dość często zastanawiałam się, co by ze mnie zostało, gdybym uderzyła w ten wiadukt. Kilka dni temu zgodziłam się sama ze sobą, że życie miałam dobre, barwne, pełne doświadczeń... i więcej już chyba nie dostanę. Zdaję sobie sprawę z tego, że przemawia przeze mnie depresja, ale co mnie jeszcze czeka? Wcześniej budowałam przyszłość na marzeniach, teraz widzę, że marzenia są jak domki z kart... mam wrażenie, że zostałam całkiem sama z tym wszystkim i choćbym bardzo chciała - złapać czyjąś rękę - ona się cofnęła - bo przecież muszę sobie radzić sama... a ja nie mogę. Jestem zmęczona tym poszukiwaniem bliskości, okazywaniem mojej słabości (tak, jestem słaba, tak, potrzebuję bliskości) i czasami chciałabym już nie istnieć, żeby już nie musieć ciągle poszukiwać i doświadczać odrzucenia.
Wczoraj wieczorem wróciłam z Łodzi. Odbył się tam zlot, którego byłam inicjatorką. Wpadłam na szalony pomysł spotkania się z nieznaną ilością ludzi z nieznanym miejscu z nieznanymi mi ludźmi - oczywiście w stanie mani. Nie miałam pojęcia, że termin wypadnie akurat wtedy, gdy będę w objęciach depresji. Przezwyciężyłam lęki i niepokoje, wsiadłam w samochód i ruszyłam. Cztery i pół godziny drogi. Hotel robotniczy (dwa pokoje, siedem łóżek), sześć osób, które znałam wyłącznie ze świata wirtualnego, jedna osoba, którą znam od dawna, której ufam. Wszyscy czubowaci. Tylko ja na minusie, ale staram się trzymać. Wystarczy kilka incydentów, gdzie mój system obronny wyje na alarm. Jedna z uczestniczek ma agresywną górkę. Jest niebezpieczna. Gdy do repertuaru jej zachowań dołącza nóż i świadomość, że trenowała krav maga, a historia jej choroby jest dłuższa niż całej naszej siódemki razem wziętej, mimo, że jest rok młodsza ode mnie... rezygnuję. Po spacyfikowaniu jej, moje nerwy domagają się utulenia. Dostaję środki nasenne. Po dłuższym czasie w końcu zasypiam.
Rano robię wszystko by się jeszcze nie obudzić, jak co dzień od dwóch tygodni. Budzę się zbyt wcześnie i pertraktuję sama ze sobą. Niestety, na nic to. Mogę tak leżeć i nic nie robić, ale świadomość jest już włączona i chłonie każdy szmer. Każdy mięsień jest już napięty, nerwy w gotowości, myśli krążą niechciane... Wstaję i robię obchód po mieszkaniu, dostaję kawę i zapalam papierosa. Biję się z myślami - czuję, że nie zostanę dłużej w tym miejscu. Muszę uciekać.
Na szczęście spotkałam się z pełnym zrozumieniem i kilka godzin później wsiadłam do samochodu i ruszyłam w swoją stronę.
Gdy wracałam do domu, mijałam wiadukty. Jechałam autostradą, dość szybko. I dość często zastanawiałam się, co by ze mnie zostało, gdybym uderzyła w ten wiadukt. Kilka dni temu zgodziłam się sama ze sobą, że życie miałam dobre, barwne, pełne doświadczeń... i więcej już chyba nie dostanę. Zdaję sobie sprawę z tego, że przemawia przeze mnie depresja, ale co mnie jeszcze czeka? Wcześniej budowałam przyszłość na marzeniach, teraz widzę, że marzenia są jak domki z kart... mam wrażenie, że zostałam całkiem sama z tym wszystkim i choćbym bardzo chciała - złapać czyjąś rękę - ona się cofnęła - bo przecież muszę sobie radzić sama... a ja nie mogę. Jestem zmęczona tym poszukiwaniem bliskości, okazywaniem mojej słabości (tak, jestem słaba, tak, potrzebuję bliskości) i czasami chciałabym już nie istnieć, żeby już nie musieć ciągle poszukiwać i doświadczać odrzucenia.
środa, 20 lutego 2013
87
moje oczy są oczami wariata
Wiecie, dzieciaki, coś czuję, że ja po prostu lubię żyć szybko, spontanicznie i nie ma to związku z chorobą. Ja po prostu jestem uzależniona od tego, by stawiać sobie kłody pod nogi, by krzyczeć w miejscach, gdzie jest najwięcej lawin, by biegać między drzewami obciążonymi śniegiem, by przebiegać pomiędzy samochodami, by krzyczeć ile sił w płucach w bibliotekach, by śmiać się w kościołach, płakać na weselach, zamykać oczy na krawędzi...
Ja po prostu nie umiem być i nie chcę być standardowa, ja chcę spełniać się w swoim własnym wymiarze spontanicznym wariactwie. Kocham tą adrenalinę, ten zastrzyk nitro, rozszerzające się źrenice z podniecenia i strachu, ciary na plecach i drżenie rąk. Usta i myśl o ustach, namiętność. Skok, ogromny. Zanurzenie. Oddech przyspieszony, w końcu ciśnienie sięgające zenitu, tętno tak szybkie, że zbliżające się do 200, tracę przyczepność, hamulce nie działają, wytrącam się z równowagi, jadę, jadę...
I to wszystko na naturalnej substancji. Na mojej własnej krwi.
Symbol i odpowiedź.
* * *
5mg olanzapiny (neuroleptyk) (będę zmniejszać)
200mg topamax (stabilizator)
100 letrox (hormon na tarczycę)
1x w tyg terapia behawioralno-poznawcza od 1,5 roku
2x w miesiącu wizyta u psychiatry od 1,5 roku
Dokładnie rok temu byłam w szpitalu.
Ale ten czas popierdziela.
Wiecie, dzieciaki, coś czuję, że ja po prostu lubię żyć szybko, spontanicznie i nie ma to związku z chorobą. Ja po prostu jestem uzależniona od tego, by stawiać sobie kłody pod nogi, by krzyczeć w miejscach, gdzie jest najwięcej lawin, by biegać między drzewami obciążonymi śniegiem, by przebiegać pomiędzy samochodami, by krzyczeć ile sił w płucach w bibliotekach, by śmiać się w kościołach, płakać na weselach, zamykać oczy na krawędzi...
Ja po prostu nie umiem być i nie chcę być standardowa, ja chcę spełniać się w swoim własnym wymiarze spontanicznym wariactwie. Kocham tą adrenalinę, ten zastrzyk nitro, rozszerzające się źrenice z podniecenia i strachu, ciary na plecach i drżenie rąk. Usta i myśl o ustach, namiętność. Skok, ogromny. Zanurzenie. Oddech przyspieszony, w końcu ciśnienie sięgające zenitu, tętno tak szybkie, że zbliżające się do 200, tracę przyczepność, hamulce nie działają, wytrącam się z równowagi, jadę, jadę...
I to wszystko na naturalnej substancji. Na mojej własnej krwi.
Symbol i odpowiedź.
* * *
5mg olanzapiny (neuroleptyk) (będę zmniejszać)
200mg topamax (stabilizator)
100 letrox (hormon na tarczycę)
1x w tyg terapia behawioralno-poznawcza od 1,5 roku
2x w miesiącu wizyta u psychiatry od 1,5 roku
Dokładnie rok temu byłam w szpitalu.
Ale ten czas popierdziela.
piątek, 15 lutego 2013
88
Jestem w jakimś innym świecie
i pierwszy raz
brakuje mi słów
by to opisać
***
czasami zapominam brać olanzapinę, która trzyma mój umysł w ryzach, czasami wdycham ciepły dym absurdu, czasami przyjmuję sześciokątną tabletkę zapomnienia, wyrywam się spod kontroli (by nie spierdolić), czasami zasypiam w Twoich ramionach, czasami po prostu nie być sobą, nie ogarniać, nie pamiętać, nie zapomnieć, po prostu istnieć gdzieś w zawieszeniu między ziemiami, jak na moim nadgarstku
i pierwszy raz
brakuje mi słów
by to opisać
***
czasami zapominam brać olanzapinę, która trzyma mój umysł w ryzach, czasami wdycham ciepły dym absurdu, czasami przyjmuję sześciokątną tabletkę zapomnienia, wyrywam się spod kontroli (by nie spierdolić), czasami zasypiam w Twoich ramionach, czasami po prostu nie być sobą, nie ogarniać, nie pamiętać, nie zapomnieć, po prostu istnieć gdzieś w zawieszeniu między ziemiami, jak na moim nadgarstku
entre dos tierras estas
czwartek, 14 lutego 2013
89
Jedenaście lat temu
nikt nie podejrzewał, że będę
jestem
odurzona.
Myśleli, że będę
matką, żoną, kochanką, pracującą kobietą, sprzątającą blat kuchenny, wstawiającą wodę na herbatę, mieszającą łyżeczką cukier, raz w jedną, raz w drugą, nienawidzę cukru w herbacie już ósmy rok z rzędu, słodzę jedynie kawę, kawa słodka jest jak słodki diabeł, niech kopie mocno ale słodko.
Odurzona.
Spałam dwadzieścia godzin, zasnęłam o drugiej w nocy wypełniając płuca dymem, zapijając wodą sześciokątnymi tabletkami z napisami, których już nie pamiętam, niebieskiego koloru. Zasnęłam, kiedy głos Magika nucił przez głośnik. Rap doskonale spełnia rolę kołysanki. Obudziłam się, gdy słońce już dawno się schowało i pierwszą myślą było, spałam kilka godzin, czy kilkanaście?
Dzisiaj są walentynki,
żałosne święto, próba wydarcia resztki romantyzmu z partnera, na wszelki wypadek, na zapas, dla tych, którzy nie umieją wykrzesać z siebie na co dzień uśmiechu, szczerości odczuć... Czy romantyzm jest szczerością uczuć? Czy dotknięcie ręki i fly heart jest elementem ekwipunku każdego z nas? Wierzę, że tak. Każdy z nas zbudowany jest z podobnej chemii, z neuronów, elektronów i innych takich, które przelatują przez nasz wszechświat organiczny.
Jeśli myślisz, że jesteś nieromantyczny, to znaczy, że na śniadanie zjadłeś jakieś gówno,
które teraz rozkładając się zalega w Twoich trzewiach, a Twoje neurony są nim tak bardzo zajęte, że w zasadzie powinieneś siedzieć w kiblu a nie z drugą osobą.
Łoł, właśnie wymyśliłam, że pary powinny nie jeść, albo jeść mało, żeby odczuwać fly heart najsilniej właśnie na głodnego!
Tak samo, jak chcesz się nagrzać - jesz mniej, by mocniej trzepało, prawda?
I wszystko inne... żeby mocniej odczuwać - minimalizujesz sobie bodźce, by silniej odczuwać te, które mają zająć Ci cały układ nerwowy...
Dziś postanowiłam spędzić dzień z ukochanymi książkami. Będę ja, cicha muzyka i pokój, w którym trzymam ponad pół tysiąca książek. Zapach, szelest kartek, kurz, słowa, zdania, akapity. Zamierzam posegregować je według działów.
Tylko książki mnie nie zranią, nie zostawią, nie opuszczą.
Tylko one mnie nie przytulą, nie dotkną, nie pokochają....
Hej, Ty tam. Nie zapomnij o mnie.
Ślepy prowadzi ślepego ku przepaści.
Odurzony prowadzi odurzoną ku przepaści.
On mówi, chodź ze mną, wiem gdzie iść.
Przepaść nie jest granicą.
piątek, 8 lutego 2013
90
Nie bede miala dzieci.
(za chwile zbudzi mnie szary świt)
coma w głośnikach
malowałam, ciągle maluję
hipo dalej
ale jakoś inaczej, smutniej
wyszorowałam kuchnie
przyjaciółka u mnie
mówię, mówię, rzygam słowami
dewaluacja się włączyła
border się miesza z chadem, jak farba z alkoholem, malowałam wczoraj krew z nosa po kodeinie jak farba z olejem jak kolor z płótnem
szeroka droga nie była moja
(za chwile zbudzi mnie szary świt)
coma w głośnikach
malowałam, ciągle maluję
hipo dalej
ale jakoś inaczej, smutniej
wyszorowałam kuchnie
przyjaciółka u mnie
mówię, mówię, rzygam słowami
dewaluacja się włączyła
border się miesza z chadem, jak farba z alkoholem, malowałam wczoraj krew z nosa po kodeinie jak farba z olejem jak kolor z płótnem
szeroka droga nie była moja
środa, 6 lutego 2013
91
a my
z wiecznego niepokoju
Oswajanie się to trudny, lecz niezwykły proces.
Magiczny.
Niecierpliwość zagoniona w pułapkę
losu
spragnionych rąk
* * *
Minął piąty tydzień hipomanii.
7,5mg olanzapina,
200mg topamax.
(nikt jeszcze nie wie, czy stare słońce zarysuje nowy dzień)
Dziś namalowałam pierwszy obraz w tym roku.
Psychodeliczny.
W ten rok weszłam krokiem euforycznym, roztańczonym, rozbujanym, w jednym ręku trzymając lufkę, w drugiej Twoją dłoń.
Spotkaliśmy się.
Gdzieś na zakręcie.
* *
Szeroka droga
nie była moja
Z pociągu, do pociągu, samochodem, piechotą
muzyką, w muzyce, rytmem, transem, dłonią
ustami, węchem, zmysłami
"wszystkie rodzaje potworów"
chodź, chodź
obejmij mnie
Nie chcę wiedzieć
co będzie dalej
*
Zrobię Ci obiad.
środa, 30 stycznia 2013
92
Odkryłam w sobie cechę, którą założyłam jak
płaszcz przeciwdeszczowy. Cudowną cechę, pozwalającą mi obserwować
siebie z boku... Teraz już nikt mnie nie zrani. Oczywiście, pierwsze
wrażenie, jak w kamizelce kuloodpornej, leci pocisk, padasz, ale po
chwili przypominasz sobie, że masz ją na sobie... i wstajesz
oszołomiony... otrzepujesz się i idziesz dalej. Mało tego! podchodzisz
do strzelca i pytasz... boli Cię ręka? odrzut był za mocny? Rozmasować
Ci dłoń?
Reakcja?
Magiczna.
Dlatego właśnie zostałam matką boską bajkową.
W końcu odnalazłam swoją barierę ochronną, po tylu latach.
Po tylu latach...
I wy chcecie mi to zabrać?
Tej nocy byłam zmuszona wziąć 5mg olanzapiny. Po 3,5h czuję lekkie działanie tego leku... troszkę senniejsza.
Dom mam wyszorowany od góry do dołu.
Byłam też w antykwariacie, w którym pracowałam, mam kolejną ciekawą propozycję współpracy z synem p. M, - ale szczegółów nie znam. Znowu się podkręciłam.
Zamierzam założyć własną działalność gospodarczą.
Reakcja?
Magiczna.
Dlatego właśnie zostałam matką boską bajkową.
W końcu odnalazłam swoją barierę ochronną, po tylu latach.
Po tylu latach...
I wy chcecie mi to zabrać?
* * *
Hipomania trwa. 4 i pół tygodnia. Oficjalnie. Nie oficjalnie nie wiadomo. Tej nocy byłam zmuszona wziąć 5mg olanzapiny. Po 3,5h czuję lekkie działanie tego leku... troszkę senniejsza.
Dom mam wyszorowany od góry do dołu.
Byłam też w antykwariacie, w którym pracowałam, mam kolejną ciekawą propozycję współpracy z synem p. M, - ale szczegółów nie znam. Znowu się podkręciłam.
Zamierzam założyć własną działalność gospodarczą.
* *
M. się odezwała. Po półtorej roku znowu pojawiła się realnie w moim życiu. Odzyskałam przyjaciółkę? Bardzo mi jej brakowało. W zasadzie jak ją zobaczyłam, to tak, jakby ktoś wyłączył pauzę... niby wiem, że zaufanie itd... ale tęskniłam za nią. Za jej uśmiechem, oczami, za tym, jak opowiada o czymś... Za tym uczuciem, jak ja jej o czymś opowiadam. Za możliwością wygadania się i pewnością, że zostanę zrozumiana i zaakceptowana. To ona nauczyła mnie akceptowania innych.I wielu innych rzeczy... mam nadzieję, że ja ją też czegoś nauczyłam...
Przyjaciel to ktoś, kto daje Ci totalną swobodę bycia sobą.
Jim Morrison
*
wtorek, 15 stycznia 2013
93
(Sto tysięcy jednakowych miast)
* * *
Jesteśmy zbieraczami doświadczeń.
Kolekcjonerami wrażeń.
Jesteśmy z tej samej gildii
Z tego samego bractwa,
Zakonu marzeń i analiz
Nasze oczy przywykły do ciemności
Nasze ręce zanurzone w świetle
Umysły rozbrzmiewają
Melodią
Sobie tylko znaną
Sobie tylko
Sobie
14.01.2013
Potwór Spaghetti
z Alternatywnej Rzeczywistości
***
Hipo bez prądu
za to z cudownym poczuciem nierealności, zaciągnięciem się odrobiną absurdalnej ignorancji.Wystarczyło zająć uwagę, skupić się na czymś innym, by wyprzeć niechciane emocje i uczucia. Czasami tylko wzrok pada na zdjęcie i przez moment przelatuje pytanie... które zaraz umyka, jak sen chwilę po przebudzeniu. Przecież było ciemno. Te wrażenia były takie nierealne. Czy naprawdę się zdarzyły? Już nie pamiętam...
Rok temu w szpitalu ordynator powiedział mi, bym znalazła sposób na panikę i ból. Znalazłam. Nie byłby zachwycony tym sposobem, ale ważne, by mi pomagało, prawda?
Zmiany w lekach z powodu rzekomej hipomanii (tydzień temu doc orzekł, w tym tyg terapeutka, ja ciągle nie jestem pewna):
40mg paroksetyny (1-0-1)
150mg topamaxu (1-0-2)
tranxeny już prawie nie biorę
inne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)